Nie wiem ile wypiłam, ale wiedziałam jedno Adam trzymał mi włosy żebym ich nie obrzygała, a Suri nie widziałam do początku imprezy.
-Lepiej?-Zapytał zatroskany Adam.
-Lepiej...-Odpowiedziałam, i podeszłam do kranu gdzie opłukałam usta.
-To dobrze.
-O tu jesteście!-W drzwiach pojawiła się pijana Suri.
-A ty gdzie byłaś?-Zapytałam.
-Na dole.-Odpowiedziała i wyjęła z torebki małą, plastikową torebkę z jakimiś proszkami.
-Co to?-Zapytałam.
Suri nie odpowiadają dała mi jeden, jednak pokręciłam głową. Ale ona nie dawała za wygraną. Otworzyła mi usta i podała pigułkę.
-Teraz ty, Adam.-Powiedziała rozbawiona.
Adam westchną i wziął pigułkę. Popił wodą z kranu.
-Idę do Dylana.-Powiedziała i wyszła z łazienki, zamykając drzwi.
Adam usiadł obok mnie, a ja odwróciłam głowę w jego stronę. Nagle on wstał i pociągnął mnie za sobą. Szliśmy, przepychając się przez ludzi. Zeszliśmy na dół gdzie zastał nas widok całujących się par, ale my nie przerywając marszu szliśmy na zewnątrz. Zaczęłam się śmiać sama nie wiem dlaczego.
-Co cię tak śmieszy?-Zapytał rozbawiony Adam.
-Nie wiem, nie mogę przestać się śmiać.-Odpowiedziałam.
Na dworze było zimno i od razu pojawiła się gęsia skórka, co od razu zauważył Adam.
-Zimno ci. Masz-zdjął swoją skórzaną kurtkę i dał ją mi.
-Dzięki-podziękowałam i założyłam ją. Była przyduża ale przynajmniej ciepło mi było w ręce.
Adam prowadził mnie przez jakiś ogród, bardzo ładny ogród... Praktycznie nie widziałam nic prócz Adam i liści które spadały przez powiew wiatru. Nagle znaleźliśmy się nad jeziorem. Księżyc odbijał się od tafli wody pozostawiając na niej srebro-niebieski odcień...
-Magicznie...-Wyszeptałam.
-Co?-Zapytał Adam.
-Nic...-Odpowiedziałam.
Usiedliśmy nad brzegiem jeziora, a ja oparłam głowę o jego ramię.
-Ślicznie tu-powiedziałam i znów się roześmiałam.
-Lubię tu siedzieć...-Odpowiedział i popatrzył się na mnie.
Odchyliłam się i położyłam się na wilgotnej trawie, a chłopak zrobił dokładnie to samo.
-Zimno ci będzie.-Stwierdziłam, a Adam wzruszył ramionami.
-Nic mi się nie stanie...-Powiedział.
-Ślicznie tu ale chce mi się pić. Idziemy?-Zapytałam i podniosłam się z chłodnej ziemi.
Chłopak wstał i przybliżył się do mnie.
-Jesteś śliczna.-Stwierdził i pocałował mnie w policzek.
Szliśmy, Adam pytał się mnie o NY. Mówił że nigdy nie był w NY ponieważ od zawsze mieszkał w Miami.
Kiedy byliśmy już pod domem zobaczyłam dziewczynę która szła w naszą stronę i się uśmiechała. Nie Sorry szła w stronę Adama, nie mnie. Adam zrobił sztuczny uśmiech i pocałował dziewczynę w usta. Nie był to pocałunek przyjaciół ale pary. Nie poczułam nic, przecież do niczego nie doszło. Poczułam skrępowanie, ale po chwili mi przeszło bo zobaczyłam Suri, która zmierzała w moją stronę.
-Lana!-Zawołała mnie, po czym przybiegła do mnie.-Lana!
-Co?-Zapytałam.
-Idziemy! Szybko! Policja!-Zawołała zdenerwowana.
-Co?-Zapytałam.
Suri pociągnęła mnie za rękę i szybkim krokiem oddalałyśmy się od Adama i jego dziewczyny. Szłyśmy ulicą kiedy samochód policji wjeżdżał w aleję, Suri popchnęła mnie w zaułek i stałyśmy przez chwilę, a gdy tylko samochód przejechał wyszłyśmy z zaułka i poszłyśmy do kampusu.
Siedziałam na łóżku i czekałam na Suri która poszła do łazienki. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Nagle przede mną usiadła moja matka, która krzyczała na mnie że coś wzięłam. Darła się na mnie, a ja się tylko śmiałam. Nie wiem co było dalej. Widziałam tylko ciemność.
*Rano*
-Boli mnie głowa...-Powiedziałam i wyłączyłam budzik.
środa, 25 września 2013
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 1.
Odebrałam walizki z taśmy i wyszłam z lotniska. Słońce grzało, a ludzie spacerowali spokojnie. Nikt się nie śpieszył, tu było inaczej spokojniej. W nowym Jorku zawsze chmary ludzi pędziły na samolot, pociąg, metro. Zawsze mieli coś do zrobienia, a tu ludzie są zupełnie inni. Spokojniejsi, wytrwalsi... Połowa moich rzeczy była przywieziona już wcześniej teraz miałam ze sobą tylko najcenniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy. Wzięłam taksówkę, a kierowca zapakował moje cztery walizki do bagażnika. Usiadłam na tylnym siedzeniu i poprosiłam żeby zawiózł mnie do kampusu. Droga z lotniska do mojego kampusu trwała zaledwie piętnaście minut. Gdy dojechaliśmy pod bramę, kierowca taksówki zatrzymał się i wyjął mi bagaże. Zapłaciłam mu, a on odjechał.
-Witaj!-Przywitała mnie na pewno starsza dziewczyna z długimi, blond włosami.-Jestem Diana, przewodnicząca kampusu.-Przedstawiła się i dała mi jakieś kartki.-A ty?
-Jestem Lana.-Powiedziałam i zaczęła przeglądać papierki które mi dała.
-Super. A więc tam są wejścia którymi przechodzimy wieczorem lub jak wracamy z imprezy.-Pokazała drugą furtkę, która znajdowała się na samym końcu ulicy.-Tam są mieszkania nauczycieli i tam wieczorami nie radzę. Pokaż gdzie masz pokój?-Podałam jej swoją kartkę.-102. Twój pokój jest na samym końcu korytarza, trzecie piętro.
-Dzięki.-Podziękowałam, a Diana odeszła.
A ja zostałam sama. Jak miałam się zabrać z 4 dość sporymi walizkami? Nagle ktoś wywalił się o nie. Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę, która dość niezdarnie podniosła się z ziemi.
-Przepraszam. Nie powinnam stawiać ich na środku chodnika.-Przeprosiłam.
-Nic takiego.-Powiedziała.-Chyba się sama nie zabierzesz z tymi tobołami. Pomóc ci?-Zapytała.
-O tak!-Powiedziałam z uśmiechem.-Jestem Lana, a ty?
-Jestem Suri. Który pokój?
-102.-Powiedziałam i złapałam za rączki od walizek.
-O mój boże! To tak jak ja!-Wzięła walizki i weszłyśmy do kampusu.-Tam jest kuchni-pokazała ręką w głąb korytarza na pierwszym piętrze.-Jest tam jeszcze jadalnia i pokoje dla kujonów.
Wchodziłyśmy na pierwsze piętro, a Suri cały czas mówiła.-O! Wiesz zapomniałam. Dziś jest impreza powitalna u mojego znajomego. Pójdziesz?-Zapytała.
-Z chęcią.-Zgodziłam się i zanim obejrzałam byłyśmy u ''nas'' w pokoju.
Rozpakowałam swoje rzeczy i poukładałam w szafkach, a moja współlokatorka gdzieś poszła. Zadzwonił telefon.
-Halo?-Odebrałam.
-Cześć kochanie. Miałaś zadzwonić. I jak?-Zapytała mama.
-Przepraszam. Jestem już w pokoju rozpakowałam się i zaraz idę się myć i spać.-Powiedziałam grzecznie, a na końcu ziewnęłam. Gdyby rodzice wiedzieli że idę na imprezę, kazali by mi przyjechać do domu.
-No to idź się myć i spać, kochanie. Dobranoc.-Pożegnała się.
-Dobranoc.-Powiedziałam i rozłączyłam się.
Nagle do pokoju weszła Suri.
-Jeszcze nie gotowa?-Zapytała zaskoczona.
-Zaraz poszukam sobie czegoś ładnego.-Powiedziałam i podeszłam do swojej szafy.
Wybrałam ubranie, buty i dodatki. Ubrałam się i lekko pomalowałam, rozczesałam włosy. Kiedy wyszłam z łazienki wyglądałam wystrzałowo! A Suri ubrała się w czerwoną obcisłą sukienkę i czarne szpiki. Wyglądała nieziemsko
-Jezu jaka ty śliczna!-Pisnęła Suri.
-Nie przesadzaj... Ty jesteś ładniejsza-Powiedziałam.-Idziemy?-Zmieniłam temat.
-Jasne chodź.-Pociągnęła mnie do drzwi.
Szłyśmy drugim wejściem bo było już po 21. Na korytarzach pełniło się od ludzi. Ledwo przecisnęłyśmy się przez tłum.
Dom znajomego Suri znajdował się cztery przecznice dalej. Gdy byłyśmy już prawie na miejscu, podbiegł to nas jakiś chłopak. Bardzo przystojny w moim wieku albo trochę straszy.
-Suri!-Krzykną.
-Adam!-Odkrzyknęła i podbiegła do niego.
Przytuli się, ale nie tak jak para tylko bardziej jak dobrzy znajomi.
-Adam to jest Lana.-Przedstawiła nas sobie-Lana to jest Adam.
Podaliśmy sobie dłoń i poszliśmy się zabawić.
-Witaj!-Przywitała mnie na pewno starsza dziewczyna z długimi, blond włosami.-Jestem Diana, przewodnicząca kampusu.-Przedstawiła się i dała mi jakieś kartki.-A ty?
-Jestem Lana.-Powiedziałam i zaczęła przeglądać papierki które mi dała.
-Super. A więc tam są wejścia którymi przechodzimy wieczorem lub jak wracamy z imprezy.-Pokazała drugą furtkę, która znajdowała się na samym końcu ulicy.-Tam są mieszkania nauczycieli i tam wieczorami nie radzę. Pokaż gdzie masz pokój?-Podałam jej swoją kartkę.-102. Twój pokój jest na samym końcu korytarza, trzecie piętro.
-Dzięki.-Podziękowałam, a Diana odeszła.
A ja zostałam sama. Jak miałam się zabrać z 4 dość sporymi walizkami? Nagle ktoś wywalił się o nie. Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę, która dość niezdarnie podniosła się z ziemi.
-Przepraszam. Nie powinnam stawiać ich na środku chodnika.-Przeprosiłam.
-Nic takiego.-Powiedziała.-Chyba się sama nie zabierzesz z tymi tobołami. Pomóc ci?-Zapytała.
-O tak!-Powiedziałam z uśmiechem.-Jestem Lana, a ty?
-Jestem Suri. Który pokój?
-102.-Powiedziałam i złapałam za rączki od walizek.
-O mój boże! To tak jak ja!-Wzięła walizki i weszłyśmy do kampusu.-Tam jest kuchni-pokazała ręką w głąb korytarza na pierwszym piętrze.-Jest tam jeszcze jadalnia i pokoje dla kujonów.
Wchodziłyśmy na pierwsze piętro, a Suri cały czas mówiła.-O! Wiesz zapomniałam. Dziś jest impreza powitalna u mojego znajomego. Pójdziesz?-Zapytała.
-Z chęcią.-Zgodziłam się i zanim obejrzałam byłyśmy u ''nas'' w pokoju.
Rozpakowałam swoje rzeczy i poukładałam w szafkach, a moja współlokatorka gdzieś poszła. Zadzwonił telefon.
-Halo?-Odebrałam.
-Cześć kochanie. Miałaś zadzwonić. I jak?-Zapytała mama.
-Przepraszam. Jestem już w pokoju rozpakowałam się i zaraz idę się myć i spać.-Powiedziałam grzecznie, a na końcu ziewnęłam. Gdyby rodzice wiedzieli że idę na imprezę, kazali by mi przyjechać do domu.
-No to idź się myć i spać, kochanie. Dobranoc.-Pożegnała się.
-Dobranoc.-Powiedziałam i rozłączyłam się.
Nagle do pokoju weszła Suri.
-Jeszcze nie gotowa?-Zapytała zaskoczona.
-Zaraz poszukam sobie czegoś ładnego.-Powiedziałam i podeszłam do swojej szafy.
Wybrałam ubranie, buty i dodatki. Ubrałam się i lekko pomalowałam, rozczesałam włosy. Kiedy wyszłam z łazienki wyglądałam wystrzałowo! A Suri ubrała się w czerwoną obcisłą sukienkę i czarne szpiki. Wyglądała nieziemsko-Jezu jaka ty śliczna!-Pisnęła Suri.
-Nie przesadzaj... Ty jesteś ładniejsza-Powiedziałam.-Idziemy?-Zmieniłam temat.
-Jasne chodź.-Pociągnęła mnie do drzwi.
Szłyśmy drugim wejściem bo było już po 21. Na korytarzach pełniło się od ludzi. Ledwo przecisnęłyśmy się przez tłum.
Dom znajomego Suri znajdował się cztery przecznice dalej. Gdy byłyśmy już prawie na miejscu, podbiegł to nas jakiś chłopak. Bardzo przystojny w moim wieku albo trochę straszy.
-Suri!-Krzykną.
-Adam!-Odkrzyknęła i podbiegła do niego.
Przytuli się, ale nie tak jak para tylko bardziej jak dobrzy znajomi.
-Adam to jest Lana.-Przedstawiła nas sobie-Lana to jest Adam.
Podaliśmy sobie dłoń i poszliśmy się zabawić.
niedziela, 15 września 2013
Prolog.
Walizki zapakowane, bilet do Teksasu kupiony. Pożegnanie się z przyjaciółmi zajęło mi trochę więcej czasu i zapomniałam o pójściu do pralni przez co nie wzięłam swojej ulubionej sukienki. A samolot mam za 40 minut, a pralnia jest po drugiej stronie Manhattanu. Wsiadłam do samochodu wraz z mamą i tatą. Za około 3 godziny będę mogła podziwiać słoneczny Teksas. Droga z Manhattanu na Lotnisko zajęła dość sporo czasu, a gdy tylko znalazłam się przy odprawie poczułam dreszczyk emocji. Pożegnałam się z rodziną i pobiegłam do samolotu. Za 3 godziny będę w Teksasie. Gdy znalazłam się w samolocie siedząc w siedzeniu i zapinając pasy usiadł obok mnie, jakiś dziewczyna, która miała czarne długie włosy, jasną karnację i tatuaż na ręku.
-Fajna zapowiada się podróż-powiedziałam do siebie w myślach...
-Fajna zapowiada się podróż-powiedziałam do siebie w myślach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)